Arisa

Kiedy wyleczyłam już wszystkich rannych, zrobiło mi się słabo. Potrzebowałam świeżego powietrza. Wyszłam więc ze szkoły i ruszyłam w kierunku lasu. W nawale pracy nawet nie zauważyłam kiedy nadszedł wieczór. Spacerowałam przez kilka minut, myśląc intensywnie o tym co się działo. Martwiłam się o Pendragona. Gdzie on teraz jest? Co pamięta ze swojej przemiany?
Usłyszałam czyjeś kroki. Szybko skryłam się wśród krzewów. Z mojej kryjówki mogłam wszystko widzieć i słyszeć, pozostając niezauważona. Zaniepokojona obserwowałam osobę idącą po dziedzińcu. Dopiero kiedy nieznajomy trochę się zbliżył rozpoznałam jego twarz. Wstrzymałam oddech zaskoczona. To był Pendragon. Wampir przystanął na chwilę pod dużym dębem. Był wyraźnie załamany. Miałam ochotę wyskoczyć z krzaków i zacząć go pocieszać. Może i bym to zrobiła, ale nagle koło chłopaka pojawił się Moonolight więc pozostałam na miejscu.
- Mooni...- jęknął Pendragon
- Sorki za to. Nie mogłem nic na to poradzić. Ta mała mnie po prostu jakby zahipnotyzowała. Dopiero teraz mnie puściło. – gryf z czegoś się tłumaczył, ale nie wiedziałam o co chodzi. Jednak nie miałam czasu się nad tym zastanawiać bo Pendragon nagle przytulił gryfa, przerywając mu w pół słowa. - Co ci? – zapytał zaskoczony Mooni
- Zniszczyłem wszystkim życie.- wyjęczał wampir
- Yyy... A gdzie Arisa? – zapytał niespokojnie gryf - Musi cię naprostować.
- Nie ma... To koniec. Wszystko zniszczyłem 
- Widzę, że dużo mnie ominęło – Moonolight był zaniepokojony i zdezorientowany
- Mooni... gdyby się okazało, że ona przeżyła... przekażesz jej coś? – zapytał Pendragon. Zszokował mnie. Czy ja żyje? O czym on mówi? Zdałam sobie sprawę, że chłopak myśli, że umarłam i że to jego wina.
- Że co?! Ty sobie nie rób jaj! – zdenerwował się Mooni
- Nie robię.- odpowiedział cicho Pendragon, mówił z taką powagą, że nie mogłam wątpić w jego słowa - Powiedz jej... że ją kocham, że nie chciałem, że ...- urwał, wziął głęboki oddech i mówił dalej - Że nie musi mi wybaczyć, że chcę aby była po prostu szczęśliwa. Rozumiem jak mnie zostawi, jak pokocha kogoś innego. Rozumiem, że ma mnie dość... Tak mi przykro... Dała mi to o czym nawet nie marzyłem, a ja po prostu chciałem ją zabić. Daj jej to – szepnął i podał gryfowi niewielki talizman
Po chwili dodał jeszcze:
- I zostań z Liranne. Zależy ci na niej.
- Zaraz cię palnę! Co ty gadasz?! – Mooni był już wyraźnie przerażony zachowaniem przyjaciela. Zresztą mu się nie dziwiłam. Ja też byłam bardzo zaniepokojona zachowaniem ukochanego.
Nagle chłopak wyjął sztylet. Znowu wstrzymałam oddech, czekając na to co zrobi.
- Nigdy sobie nie wybaczę... - szepnął ściskając sztylet - Nie mogę funkcjonować bez serca, które zostało przy niej. Mam już dość. Za dużo. Chcę z tym skończyć...- przyłożył nóż do piersi. Wiedziałam już co chce zrobić i miałam nadzieję, że Moonolight mu w tym przeszkodzi. Jednak gryfa zamurowało. Stał nieruchomo z łańcuszkiem w dziobie i patrzył oniemiały na przyjaciela.
Skoro Mooni nic nie zrobił, to ja wkroczyłam do akcji. Wygroliłam się z kryjówki. Kiedy wstawałam krzaki zaszeleściły i Pendragon mnie usłyszał.
- Kto tu…? – zaczął, ale w tym momencie mnie zobaczył i aż krzyknął z wrażenia – Arisa! Ty żyjesz? Jak…? Jak ci się udało...?
- Minden mi pomogła – wyjaśniłam spokojnie, podchodząc bliżej
- Przynajmniej na nią możesz liczyć – mruknął podłamany – Bo ja cię zawiodłem
- Nie zawiodłeś mnie Pendragonie – powiedziałam, chwyciłam go za ręce – Ty nigdy mnie nie zawiedziesz – szepnęłam
- Ale ja cię skrzywdziłem!!! – krzyknął niespodzianie i odsunął się ode mnie – Chciałem cię zabić!!!
- Ale tego nie zrobiłeś – powiedziałam, robiąc krok w jego stronę 
- Nie zbliżaj się do mnie! – krzyknął, był na skraju załamania nerwowego – Nie chcę ci znowu zrobić krzywdy! – zamilkł. Po chwili zaczął mówić szeptem – Nigdy sobie nie wybaczę tego co zrobiłem
- Ale ty nic nie zrobiłeś! – nie wytrzymałam i wydarłam się. Zszokowałam go tym.
- Jak to? Przecież… - zaczął tym samym co wcześniej załamanym głosem, ale mu przerwałam
- Nie byłeś wtedy sobą! Dobrze o tym wiesz!
- Może, ale… - zawahał się
- Nie ma żadnych „ale” – powiedziałam już spokojniejsza. Wzięłam ukochanego za rękę i pociągnęłam do szkoły.
Zaprowadziłam oszołomionego Pendragona do naszego pokoju. Kiedy weszliśmy zamknęłam drzwi żeby nam nikt nie przeszkadzał po czym posadziłam chłopaka na łóżku a sama usiadłam obok niego. Milczeliśmy przez chwilę. Wampir pierwszy przerwał ciszę
- Ariso…? – urwał
- Hm? – spojrzałam na niego
- Czy…. Czy mi kiedyś wybaczysz? – wyjąłał
- Ale ja nie mam ci czego wybaczać – odpowiedziałam. Chłopak posmutniał
- A więc już nigdy nie będzie jak dawniej. Rozumiem, ze masz mnie dość i chcesz zapomnieć – powiedział – Nie dziwię się, ja sam sobie nie wybaczę – wydało mi się że widzę łzy w jego oczach, ale odwrócił głowę zanim zdążyłam się upewnić.
- Nie zrozumiałeś mnie – szepnęłam czule, zmuszając go jednocześnie żeby na mnie spojrzał. Kiedy wreszcie to zrobił zobaczyłam, że ma mokre policzki – Nie mam ci czego wybaczać bo nie obwiniam cię za to co się stało. Nie byłeś wtedy sobą.
- Ale mogłem jakoś temu zapobiec.
- Sam wiesz że nad tym nie panujesz. Nie pamiętasz nawet co się z tobą działo. Jak miałbyś temu zaradzić? Po prosty stało się co się stało, a ty nie jesteś niczemu winny – powiedziałam to najczulej jak umiałam, a na koniec objęłam go i namiętnie pocałowałam. Nie opierał się i nie odsuwał, mimo to czułam, że nie do końca go przekonałam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz