Arisa

Kiedy weszliśmy do pokoju, Markus zaczął domagać się od chłopaków decyzji, po której staną stronie. Michael i David byli jednak w takim szoku, że nie umieli wydusić z siebie słowa. Na szczęście z pomocą przeszedł im Pendragon. Chłopak zaczął się droczyć z demonem, udając, że się zastanawia nad przejściem na stronę Ksawiera. Kiedy już demon dał się nabrać, wampir nieźle mu wygarnął, nie żałując przy tym mocnych słów. Potem wstał szybko i wyszedł z sali.

Po minucie ja też się wymknęłam. Chciałam dogonić chłopaka. Widziałam, że wizyta Markusa nieźle go wkurzyła. Pobiegłam za nim, ale nie miałam szans go dogonić. Chyba, że on sam by mi na to pozwolił.
- Zaczekaj! – krzyknęłam, Pendragon stanął, zaciskając pięści. - Zaczekaj...- powtórzyłam, dobiegając do niego. Wzięłam głęboki oddech i zapytałam - Dokąd idziesz?
- Nieważne. – burknął
- I tak idę z tobą – postanowiłam
- Nie!- wrzasnął i ruszył dalej.                                            
- Nie przestraszysz mnie. I tak idę z tobą. – powiedziałam stanowczo. Nie odpowiedział. Nie zamierzałam dać za wygraną. Czułam, że chłopak potrzebuje wsparcia.
Myślałam, że Pendragon pójdzie do pokoju, żeby tam się na czymś wyżyć. Tymczasem chłopak wyszedł na dziedziniec i poszedł w kierunku lasu. Martwiłam się, że pójdzie odszukać Ksawiera albo zrobi coś jeszcze bardziej niebezpiecznego. Kiedy weszliśmy do lasu moje obawy zdawały się potwierdzać.
- Pendragon dokąd idziesz? Powiedz mi... – poprosiłam, odwrócił się
- Idę tam gdzie chcę. – powiedział. Był wściekły, ale nie zraziło mnie to.
- Ale po co? – zapytałam czule
- Żeby mieć spokój!- wrzasnął. Zamurowało mnie.
- Mogłeś po prostu powiedzieć...- szepnęłam spuszczając wzrok. Doskoczył do mnie i przytulił.
- Przepraszam... Nie chcę cię skrzywdzić... – zaczął się tłumaczyć, z emocji mówił trochę nieskładnie - Ty... Jeszcze nie wiesz... Ach... To takie skomplikowane... – nie wiedziałam co mam odpowiedzieć, więc po prostu milczałam - Arisa! Słyszysz mnie?! – krzyknął niespodziewanie Pendragon
- Yyy... Tak. – powiedziałam zaskoczona. - Nie musisz krzyczeć.- szepnęłam, uśmiechając się delikatnie.
- Ach... – westchnął z ulgą - Myślałem, że cię udusiłem
- Jasne – prychnęłam - Tak łatwo bym się nie dała. –powiedziałam z uśmiechem, ale zaraz spoważniałam -Nadal chcesz odreagować? – spytałam, patrząc mu w oczy
- Miałem zamiar iść i rozwalić jakieś fragmenty skał ale... – zaczął, ale ja wystraszyłam się i znów mu przerwałam
- Zgłupiałeś?! Wendigo przecież...
- Wiem! – krzyknął -  Dlaczego mi dziś wszyscy przerywacie...
- Och wybacz – zreflektowałam się
- A więc dasz mi minutkę?
- Oczywiście – przytaknęłam - Nawet godzinę.
- Wystarczy minuta. A więc, zanim nam przerwano... Nie jesteś kulą u nogi. Nie jesteś słaba. Twoja siła... Znaczy... Napędzasz mnie do walki. Wiem to głupie... ale chodzi o to, że... jak ciebie zabraknie to ja.. ja nie chce walczyć. To tak jakby usunąć człowiekowi serce. Bez niego nie był by człowiekiem. Był by niczym... Tak jest ze mną. Muszę mieć o co walczyć. Teraz mam ciebie. Dopiero pozwolę cię skrzywdzić jak skonam.- wyznał. Mówił tak cicho, że nawet jeśliby nas ktoś podsłuchiwał nie byłby w stanie nic zrozumieć.
- Wow... – skomentowałam równie cichym głosem
- Ach... Wracajmy – powiedział po czym wziął mnie w ramiona i zabrał do pokoju. Tam położył mnie na łóżku. Potem wtulił się we mnie i szepnął cichutko:
- Kocham cię. Dam ci połowę swego serca, a ty mi dasz swoją połowę, dobrze?
- Dam ci całe… - powiedziałam i zaczęliśmy się całować.
Po jakimś pół godziny usłyszeliśmy huk i zamieszanie za oknem. Niechętnie wstaliśmy i wyjrzeliśmy na zewnątrz. To Markus opuszczał naszą szkołę. Z jego twarzy nie dało się odczytać jaką decyzję podjęli chłopcy. Demon szedł godnie, dumny i wyprostowany. Zobaczyliśmy jak podpala sad, w którym przebywało kilku uczniów. Ogień rozprzestrzenił się momentalnie. Markus nic sobie nie robiąc z zamieszania jakie spowodował odwrócił się na pięcie i z uśmiechem ruszyl w kierunku wyjścia ze szkoły.
- Musimy pomóc w gaszeniu pożaru! – zawołałam, zwracając się do Pendragona
- Wolałbym dać nauczkę temu… - nie dokończył. Nagle przyszedł mi do głowy pewien pomysł.
- A może uda nam się to połączyć…? – zastanowiłam się z uśmiechem
- Co kombinujesz? – zapytał wampir
- Zaraz zobaczysz – powiedziałam i uniosłam ręce. Skoncentrowałam się i po chwili niebo zasnuły ciemne chmury. Zaczął padać obfity deszcz, który bardzo szybko ugasił pożar. Kiedy już po ogniu nie pozostał ślad, przywróciłam niebo do pierwotnego stanu. Z małym wyjątkiem. Mianowicie wybrawszy jedną z burzowych chmur napełniłam ją dodatkowym deszczem, gradem i piorunami, niech nasz gość się trochę pomęczy i umieściłam ją tuż nad niczego niepodejrzewającym Markusem. Na koniec rzuciłam zaklęcie, dzięki któremu chmura miała towarzyszyć demonowi jeszcze przez wiele godzin.
Kiedy skończyłam, uśmiechnięta wróciłam do łóżka. Nie musiałam sprawdzać czy moje czary zadziałały. Powiadomił mnie o tym głośny krzyk i przekleństwa Markusa.
- Czy taka nauczka cię satysfakcjonuje? – zapytałam ukochanego.
- Jasne! – wykrzyknął i położył się obok mnie. Całowaliśmy się przez pewien czas aż w końcu oboje zasnęliśmy, wtuleni w siebie.

W środku nocy obudziło mnie cichutkie pukanie do drzwi. Wstałam ostrożnie, tak żeby nie obudzić Pendragona. Był bardzo zmęczony i potrzebował odpoczynku. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam za nimi dziewczynę w moim wieku, no może trochę starszą.
- Pomocy – szepnęła dziewczyna i osunęła się na ziemię.
Złapałam ją szybko i położyłam na wolnym łóżku. Tam dokładnie się jej przyjrzałam. Była blada, było to widoczne nawet przy słabym świetle księżyca. Oprócz płytkiej rany w boku nie widziałam jednak żadnych obrażeń. Szybko zagoiłam ranę. Dziewczyna jednak nie odzyskała przytomności. Nagle ogarnęło mnie przeświadczenie że potraktowano ją śmiertelnym zaklęciem. Jeśli chciałam jej pomóc musiałam działać szybko. Położyłam jej dłonie na piersi, w okolicach serca i posłałam jej impuls uzdrawiający. Jednak był za słaby. Użyłam całej swojej energii i posłałam kolejny impuls. Nie pomogło. Pomyślałam o zaklęciu o którym kiedyś słyszałam. Było bardzo silne, ale użycie go mogłam przypłacić śmiercią. Wiedziałam o tym, ale nie mogłam spokojnie patrzeć jak dziewczyna umiera. Ponownie się skoncentrowałam i wyszeptałam formułę zaklęcia. Nagle moje dłonie zabłysły dziwnym światłem, a w pokoju powiał chłodny wiatr. Po minucie to wszystko ustało, a ja bezwładnie opadłam na podłogę koło łóżka na którym leżała, już zdrowa, dziewczyna…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz