Hige

Obudziłem się w zamku leżałem na jakimś łóżku, wstałem i zobaczyłem że Al-Mualim stoi przy oknie z założonymi rękoma.
- Nigdy wcześniej nie widziałem czegoś takiego...- Urwał wiedziałem że mówi do mnie ale nie miałem ochoty odpowiadać. - Kim lub czym ty jesteś? Nosisz nasze szaty ale nie jesteś jednym z nas. Skąd przybyłeś?
- Nic ci nie powiem!
- Ahh... Skąd ta twoja złość przyjacielu?
- Nie nazywaj mnie tak!
- Jak sobie chcesz - Odparł spokojnie starzec.- Bardzo lubisz Altaïra prawda? - Otworzyłem usta ale ten mi przerwał - Nic nie mów wiem o tym. Ja też go lubię, kiedy jego ojciec umierał poprosił mnie o to żebym zajął się nim jak własnym synem. - nie wiedziałem czemu mi to mówi, ale po chwili się zorientowałem miał wyrzuty po tym co zrobił. Już miało mi być żal tego starca ale poczułem silny zapach siarki i dymu od niego. Wiedziałem że jest demonem i że ja i Altaïr go zabijemy prędzej czy później. Ale teraz liczyli się tylko ci przywódcy. Mistrz zakonu odwrócił się do mnie i powiedział :
- Uważajcie na siebie. - Kiwnąłem głową i pobiegłem po mojego towarzysza. W połowie drogi spotkałem Altaïra wyczekującego mnie.
- No nareszcie! Ile można czekać!
- Już jestem, to gdzie się udajemy najpierw?
- Do Damaszku, droga jest długa weźmiemy konie.
- Konie? - Spytałem z nuta przerażenia w głosie.
- Tak. A teraz się ruszaj mamy Tamira do zabicia. - Powiedział wojownik i wybiegł z twierdzy, nie chciałem być w tyle więc pognałem za nim. Dotarliśmy do urwiska Altaïr skoczył zgrabnie na dach domu i czekał tam na mnie, rozpędziłem się i skoczyłem na dach. Byłem zachwycony ale mój towarzysz nie chciał czekać aż skończę się zachwycać więc biegł i wspinał się po domach. Jego gracja jak zawsze budziła we mnie zachwyt, kiedy dotarliśmy do bramy czekały tam na nas 3 konie. Altaïr wsiadł na karego konia a ja postanowiłem wziąć kasztanową klacz. Mój towarzysz popędził konia i pognał wzdłuż drogi, ja zrobiłem to samo kiedy moja klacz w minutę dogoniła karego ogiera. Byłem pod wrażeniem szybkości konia. Dość długo galopowaliśmy przed siebie na naszej drodze stało mnóstwo strażników, ale nie zwracali na nas szczególnej uwagi. Po dwóch godzinach spędzonych w siodle wreszcie dotarliśmy do Damaszku.
http://ja.gram.pl/upl/blogi/640539/img_wpisy/2010_14/AssassinsCreedDx102009080312121161.jpg
- Ale to miasto wielkie... Gdzie teraz się udamy?
- Do biura assassynów. - Rzekł mój towarzysz i pokłusował pod bramy miasta, moja klacz ruszyła za nimi. Po krótkim czasie znaleźliśmy się pod miastem zostawiliśmy konie przy wodopoju. Wszędzie byli rozstawieni strażnicy, chodzili dwójkami między straganami oraz przy wodopojach.
- Chodź za mną i rób to co ja. - Szepnął wojownik i ruszył w stronę grupki uczonych, wszedł w sam środek i schylił głowę. Ja posłusznie zrobiłem to samo nie wiedziałem co to ma przynieść przecież mieliśmy miecze. Uczeni ruszyli w stronę bramy strażnicy , którzy tam stali odsunęli się tak abyśmy mogli przejść. Byłem zaskoczony głupotą wroga Altaïr wyszedł z grupki i zatrzymał się czekając na mnie.
- Będziemy szli dachami na ziemi jest za dużo strażników mogą mnie rozpoznać. - Powiedział spokojnie assassyn i ruszyliśmy w stronę bocznej uliczki. Tam wspięliśmy po ścianie na dach domu, a dalej było już z górki dachy przypominały wielka ścieżkę na niektórych stały ogrody ( to były małe kwadratowe altanki). Biegliśmy i skakaliśmy ciągle przed siebie ale w końcu mój towarzysz się zatrzymał, i spoglądał na dach domki. Postanowiłem zobaczyć co jest tam takiego fascynującego i ujrzałem wielki czerwony znak assassynów.
- To tutaj jest biuro - Odrzekł wojownik i skoczył przez dziurę w drewnianych kratach do środka. Wnętrze było ubogie i ciemne.
http://images4.wikia.nocookie.net/__cb20100730094803/assassinscreed/images/6/61/Buarue.jpg
Zza zasłony wyszedł assassyn, który trzymał pięknie ozdobiony gliniany wazon.
-"Bezpieczeństwo i pokój, Rafiqu." (czyt. Rafiku)- Rzekł Altaïr
-"Twoja obecność tutaj da nam jedno i drugie." - Odpowiedział Rafiq i uśmiechnął się. - Al-Maulim zlecił ci wiec zabicie Tamira, no i dobrze kawał z niego drania.
- Tak więc daj mi zezwolenie za zabicie go.
- Nie, stanowczo nie Al-Mualim kazał mi dać ci pióro wtedy gdy zaplanujesz atak i zdobędziesz więcej informacji na jego temat.
- A wiec gdzie mam szukać?
- Hmm...na głównym placu, przy dzielnicy handlowej oraz przy bramie.
- Dziękuje Rafiqu. - Odparł Altaïr i razem wyszliśmy przez klapę w drewnianych kratach, które znajdowały się w suficie. Samo zdobycie informacji nie zajęło nam dużo czasu okradliśmy ludzi z mapy gdzie ma być nasz cel, pobiliśmy się z tymi co wygłaszali fałszywe informacje na temat Talara oraz wykonaliśmy zadanie informatora assassynów. Po nie spełna 2 godzinach byliśmy przygotowani na atak. Ale przedtem musieliśmy dostać pozwolenie od Rafiqa. Właściciel biura niemalże natychmiast dał nam pozwolenie pod postacią białego pióra. Nie zostało nam nic innego niż zabicie naszego celu.
- Odciągniesz strażników a ja zabiję Tamira.
- Dobra.... Czekaj co?! - Nie byłem zadowolony z tej propozycji ale zawsze coś. Wskoczyliśmy na poddasze nad celem.
- Nie obchodzi mnie to że twoi ludzie umierają! Masz mi zrobić tą broń! - Krzyknął Tamir
- Ale panie nie damy rady, twoje zamówienie jest nie wykonalne. - Usprawiedliwiał się jego sługa.
- Nie wykonalne?! Pamiętaj kto cię zabrał z ulicy! Kto dawał ci jedzenie i schronienie! - Wrzasną nasz nieprzyjaciel wyciągnął ostrze i wbijał je monotonie w swojego sługe, nie mogłem wytrzymać tego i zeskoczyłem z poddasza następnie uderzyłem go w twarz.
- Straże brać go! - Wrzasnął Tamir a strażnicy rzucili się na mnie, ja postanowiłem ich zgubić w centrum Damaszku. Myślałem że to będzie łatwe zadanie ale po chwili ilość wojowników wzrosła dwukrotnie miałem ochotę udusić Altaïra za to że przypisał mi to zadanie. Strażnicy doganiali mnie więc postanowiłem to zakończyć wskakując na najbliższy dach. I zmieniłem się w wilka szaty jak zwykle nie zniknęły tylko dopasowały się do wilczej sylwetki. Co mi tylko ułatwiło zadanie wskoczyłem do najbliższego ogrody na dachu i schowałem się tam po 20 min i pobiegłem do biura Assassynów tam czekał na mnie Altaïr. Który się uśmiechał! A to było rzadko spotykane. Weszliśmy do budynku a mój towarzysz oddał zakrwawione pióro, Rafiq uśmiechnął się zabrał pióro i przywiązał je do gołębia po czym go wypuścił.
- Wiedziałem że dasz radę! - Uśmiechnął się Rafiq
- Heh... Teraz ja i Hige musimy ruszać do Masyafu. Żegnaj Rafiqu - Odrzekł mój towarzysz i ruszyliśmy w stronę Bramy. Wyszliśmy tak samo jak weszliśmy przy pomocy uczonych. Poza bramą czekały na nas nasze konie. Podróż była długa do Masyafu dotarliśmy w środku nocy. Ja nie zamierzałem nawet iść do komnaty padłem na najbliższe siano i zaczynałem zasypiać Altaïr poszedł w moje ślady i natychmiast zasnął.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz