Liranne

Siedziałam sama w lochach i czekałam. Czekałam aż przyjdzie po mnie strażnik i zabierze niewiadoma gdzie tak jak mamę i siostry. Wreszcie sie doczekałem. Do lochu wszedł strażnik 
- Pójdziesz ze mną elfko - powiedział i poprowadził mnie długimi korytarzami i krętymi schodami. W końcu zatrzymał sie przed wielkimi drzwiami komnaty. Tej samej w której zginął mój tata. 
- Idż tam - powiedział do mnie strażnik. Nie ruszyłam się z miejsca, byłam zbyt przerażona - W porządku, zrobimy inaczej - westchnął ciężko i wziął mnie na ręce. Weszliśmy do komnaty. Strażnik postawił mnie tuż przed siedzącym na tronie mężczyzną.  
- Przyprowadziłem ją panie, zgodnie z rozkazem - powiedział strażnik 
- Dobrze, możesz odejść - powiedział mężczyzna, kiedy strażnik wyszedł mężczyzna odezwał sie - Jeśli twoja siostra dobrze się spisze to może będziesz wolna. - wstał i podszedł do mnie - Chodź, zobaczymy jak jej poszło. - usłuchałam. Razem poszliśmy do wyjścia z zamku. Tuż przed wejściowymi drzwiami mężczyzna zatrzymał się i rozkazał mi 
- Zostań tu i poczekaj - potem wyszedł na zewnątrz. Po kilku minutach usłyszałam rozmowę, a chwile później drzwi sie otworzyły i mężczyzna wypchnął mnie na zewnątrz. Zaskoczona zachwiałam się, ale udało mi sie złapać równowagę. Nagle podbiegła do mnie... Arisa! Byłam tak zaskoczona, że nie mogłam nic zrobić. Siostra przytuliła mnie mocno. Nie zareagowałam. 
- Liranne, nie poznajesz mnie? To ja Arisa - szepnęła zaniepokojona dziewczyna 
- Poznaje, ale... - urwałam i niespodziewani wybuchnęłam płaczem 
- Ciii, spokojnie, będzie dobrze - wyszeptała Arisa po czym wypuściła mnie ze swoich objęć i odwróciła się do mężczyzny, który spostrzegł jej pytające spojrzenie 
- Możecie odejść - powiedział i wprowadził jakiegoś chłopaka do zamku. Arisa wzięła mnie za rękę. 
- Musimy uciekać siostrzyczko - powiedziała łagodnie. Zaczęłyśmy biec. Nie nadążałam za nią. W pewnym momencie potknęłam sie o coś i wywróciłam. 
- Liranne wszystko w porządku? - zapytała Arisa - Dasz radę dalej biec 
- Chyba nie - jęknęłam - Noga mnie boli - siostra pochyliła się nade mną i zbadała moją nogę. 
- Skręciłaś kostkę - zawyrokowała po czym bez namysłu wzięła mnie na ręce i zaczęła biec dalej. Po pewnym czasie dogonił nas ten sam chłopak, którego wprowadzono do pałacu. 
- Tu jesteście... - szepnął stając przed nami 
- Pendragon! Boże... Przestraszyłeś mnie. - krzyknęła Arisa 
- Musimy wiać do szkoły.
- Dlaczego? - zaniepokoiła się
- Bo zabrałem to co moje a on się zaraz połapie. - nic z tego nie rozumiałam. Nagle pojawiło sie jakieś latające zwierze. Co najdziwniejsze odezwało sie do nas 
- Stary! Wszędzie cię szukałem! O... - stworzenie spojrzało na mnie i Arisę
- Nie pytaj. Zrozumiesz. - powiedział chłopak 
- Ach... Ty to masz wejścia.
- Mooni weźmiesz małą na grzbiet.- powiedział chłopak. przejął mnie z rąk Arisy i wsadził na grzbiet zwierzęcia - Teraz polecisz prosto do szkoły nie patrząc na nas ok?
- No dobra. Trzymaj się mała. - krzyknął do mnie zwierzak, wzbijając się w powietrze. 
Lecieliśmy dość długo, a mnie coraz bardziej bolała kostka. Było mi tez zimno. Przytuliłam sie do... Jak go ten chłopak nazwał? Mooni? Chyba tak. Przytuliłam sie do Mooniego i zrobiło mi sie trochę ciepłej. Wsłuchałam sie w miarowy szum skrzydeł zwierzęcia i zasnęłam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz