Pendragon

Po powrocie z lasu w moim pokoju po prostu zabrakło łóżek... Byłem tym faktem szczerze zdumiony. No ale dziewczyną należał się odpoczynek. Siedząc z Arisą na kolanach mogłem nareszcie przemyśleć " traktat " z Wendigo. Dlaczego akurat zgodziłem się na las jesienny? A... Bo z nim się nie negocjuje. Dobrze, że miałem Liranne. Gdyby nie ona potwór niszczył by wszystko aż by ją znalazł, aż by zawarł z kimś umowę. Mała ma niezłego pecha... jest łącznikiem z Wendigo... Sam ją wybrał... Ale dlaczego akurat las jesienny? ...
***
Następnego dnia wstałem wcześnie rano. Bezszelestnie otuliłem dziewczyny i wyszedłem na dwór, na trening. Nauczyciela jeszcze nie było więc postanowiłem znaleźć ducha, żeby porozmawiać z nim o szczegółach " traktatu ". Teraz nie mógł mi nic zrobić, ponieważ to ze mną go zawarł.
Poszedłem do lasu jesiennego, w to samo miejsce co poprzednio. Było tam jednak jakoś cicho. Postanowiłem iść dalej. Po jakichś dziesięciu minutach usłyszałem polujące zwierzęta. Zostawiłem je w spokoju. W końcu każdy musi jeść. Ruszyłem dalej. W końcu się wkurzyłem i powiedziałem normalnym głosem
- Mógł byś nareszcie się pokazać.
- Ccczego? - potwór stał zaraz za mną.
- No wreszcie. Mam pytanie.
- Jakie? - syknął.
- Dlaczego akurat las jesienny?
- To moja sssprawa! - warknął wściekły.
- Spokojnie. Chcę wiedzieć z czystej ciekawości. - oznajmiłem.
- Wy... issstoty powssstałe z ludzi... Dlaczego musssicie być wszyssscy tacy ssszpetni?
- Dlaczego akurat ten las?- nie dawałem za wygraną.
- Bo tak. Sssą tu rzeczy dla mnie cenne. I tyle... - stwór rozmył się w powietrzu.
W tym samym momencie znów usłyszałem polujące zwierzęta. Pomyślałem, że może już czas na trening. Energia mnie roznosiła od środka. Szedłem w kierunku ścieżki prowadzącej do szkoły gdy nagle... Coś mnie ugryzło. Był to wilk.
- Co ty robisz on pachnie pieczonym jabłkiem i cynamonem czyli to Pendragon! - Wrzasnął wilk. Czyżby to Hige?
- Aha...Oj - wstał i spuścił głowę - Ja nie chciałem to było nie specjalnie - zaskomlał.
-Ach... Nic sie nie stało- powiedziałem spokojnie. Byłem rozbawiony tą sytuacją ale szybko mi przeszło- Co tu robicie?
- Toboe weź królika i Alis i idźcie do Lynksa - Powiedział Hige
- Ale....
- Już! - Wrzasnął i warknął.
- W głębi lasu jest wędrowny obóz wampirów i demonów. Należy do jakiegoś Ksawiera czy jakoś tak ale to nie istotne. Słuchaj słyszałem jak mówili że przy następnej pełni z atakują szkołę czyli za jakieś 3 dni.
- Gdzie leży ten obóz?- zapytałem zaciekawiony.
- Jak mówiłem jest on wędrowny na razie jest ehh... trudno wytłumaczyć wieczorem mogę cie tam zabrać.- powiedział i pobiegł do Lynksa.
Wilki mnie zaszokowały. Czyżby jednak termin się zmienił? I po co mu ta choler*a pełnia? Muszę złapać Mooniego i zabierać się do pracy. Wróciłem szybko do szkoły i zlałem trening. Pomogłem wyślizgnąć się gryfowi z objęć Liranne tak, żeby jej nie obudził. Gdy opuściliśmy pokój, na dworze zrobiło się zamieszanie. To "coś" co ostatnio zniszczyło szkołę szło znów w jej kierunku. Ksawier był sprytny. Chciał nim maksymalnie obniżyć morale uczniów i nauczycieli. Jednak stwór niszczył leśną faunę. Zadziałało to jak płachta na byka i Wendigo po chwili już był za nim. Co prawda demon był silniejszy ale duch za to dwu wymiarowy. Na dodatek duch miał wsparcie ze strony wcześniej spotkanych wilków. Wymknęliśmy się dzięki temu niezauważeni. Gdy byliśmy już daleko gryf zapytał
- Gdzie idziemy?
- Po te twoje orlice. - oznajmiłem.
- Co? Znowu mam tam iść?! Niedoczekanie! - oburzył się.
- Mooni potrzebujemy wsparcia a orlice z Gór Skalistych wiszą nam przysługę. Na dodatek mają super cela.
- Dlaczego mówisz, że to orlice? Przecież to też gryfy. Znaczy to... -pogubił się.
- Wiem, że to jest mega mieszanka ale wyglądają jak orlice wielkości konia. No i znają się na jakiejś odmianie magi.
- I tak nie idę! Ostatnio przecież... - nie dałem mu skończyć.
- Zrób to dla Liranne. - wycedziłem.
- Yyy... - zmieszał się- No zgoda.
Ruszyliśmy w dalszą drogę...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz