Pendragon

Po wyjściu Minden z Arisą zaczęło dziać się coś dziwnego. Gdy spytałem o sen zaczęła się wykręcać a gdy chciałem ją odprowadzić, zaprotestowała...
Po chwili usłyszałem mentalny głos Moonlighta:
- Otwórz mi okno!- machnąłem ręką a okno się otwarło. Gryf rozpędzony wpadł do pokoju.- Możesz je już zamknąć.- powiedział zdyszany.
- A ciebie co goniło, hę?- zapytałem uśmiechając się wrednie.
- Dbam o kondycje, nie tak ja ty.
- To co, może maleńki trening?
- Las Letni czy może zimowy?- zapytał ochoczo.
- Zimowy. Zasypię cię tam.- mruknąłem zachęcająco.
Wyskoczyliśmy oboje przez okno. Oczywiście je tuż za nami zamknąłem. Najszybszym sprintem biegłem do lasu. Moonlight został z tyłu. Trochę to trwało zanim mnie znalazł. Od razu zacząłem go zasypywać zaspami śniegu. Wyglądał komicznie. Po jakiejś godzinie zaczął krzyczeć spod śniegu:
- Dobra! Wygrałeś! A teraz mnie wypuść!
- Zgoda. - Zabrałem zaspę z towarzysza.- Mówiłem, że cię zasypię?
- Nie myślałem, że tak dosłownie. No ale nareszcie jesteś sobą.
- Co to miało znaczyć? - zapytałem mierząc go wzrokiem.
- No... wiesz. Bardziej zależy ci na obcych niż na mnie.
- Że co? - zapytałem zaskoczony. Usiadłem obok gryfa i objąłem go ramieniem. - Weź się w garść. Wiesz, że mi na tobie zależy.
- No niby tak. Ale ostatnio się mną nie interesujesz... A przecież tyle razem przeszliśmy.
- Tyle razem przeszliśmy, przechodzimy i przechodzić będziemy. - pocieszyłem go - Obiecuję, że od dzisiaj dostajesz codziennie wycisk. Zobaczymy jak długo wytrzymasz. A teraz wracamy bo jesteś cały... - dalszą wypowiedź przerwał mi czyiś ryk. Wstaliśmy jednocześnie i pognaliśmy w stronę szkoły. Stanęliśmy na skraju lasu:
- Pomożemy im?- zapytał Moonlight.
- Nie. Dadzą sobie radę. Popatrzymy.
- Stary ty... Wreszcie powróciłeś.
Nagle moją uwagę przykuł biały koń? Nie... Jednorożec. Zaraz... Już tę klacz gdzieś widziałem.
- Arisa! - wyszeptałem.
- A ten znowu swoje. Co ty masz...- nie dałem mu skończyć.
- Chcesz się porządnie rozruszać?
-Yyyy... Pewnie!
- To śledź ją tak żeby cię nikt nie zauważył, szczególnie ona. Rozumiesz?- Wskazałem mu znikający białawy punkt w lesie.
- Aha! Pewnie! Do usług.
Gryf wziął się do pracy a w tym czasie potwór zniknął. Zwiał do któregoś lasu. Niezłego bałaganu narobił, jak przystało na pupilka Ksawiera. Miał on skłonność do... specyficznych zwierząt. Z resztą, trzaskać to. Miałem ważniejsze sprawy.
Zanim wróciłem sobie zwykłym spacerkiem do szkoły, nauczyciele poskładali ją z pomocą uczniów. Poszedłem prosto do pokoju. Po jakimś czasie wpadł Moonlight.
- Stary przepraszam... - wyjąkał.
- I jak?
- Zgubiłem ją...
- Ach... Spoko. Odpocznij.
- Co? Nawaliłem przecież.
- Aj tam aj tam. Prześpij się na moim łóżku. Przemęczony jesteś.
- Dzięki. - Jęknął gryf i ułożył się wygodnie. Po jakimś czasie zasnął.
Wyszedłem ze szkoły niezauważony. Z resztą po takim zamieszaniu to było prościutkie. Zacząłem iść w kierunku którym zmierzała elfka.
Chciałem się dowiedzieć, dlaczego mi nie powiedziała o swoich zamiarach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz